czwartek, 11 października 2018

My i Oni. Obowiązek- Służba Ojczyźnie


My i Oni. Obowiązek

Bez podziału świata na My i Oni, nie byłoby Polski.
Nawet ten twór, zwany III RP powstał z dychotomii różnych postaw i poglądów, choć sprowadzonych do wspólnego mianownika - „historycznego pojednania”.
Bez podziału na My i Oni nie byłoby patriotyzmu, poczucia dumy narodowej, ruchów politycznych czy religijnych.
Bez tego podziału nie byłby możliwy opór przeciwko okupantowi, sprzeciw wobec komuny, wybór między dobrem, a złem.
Dychotomia My – Oni jest w życiu niezbędna. Organizuje i porządkuje nasz świat, pozwala odnaleźć grupową tożsamość, wydobyć się z nieokreśloności
Bez Oni, nie byłoby My.
Poczucie odrębności wyznacza granice tego, kim jesteśmy, do jakiego kręgu kultury należymy, co identyfikujemy jako nasze.
Wskazanie wrogów, nazwanie obcych - pełni ważną funkcję i buduje grupową solidarność. Jest konieczne, by świat stał się uporządkowaną rzeczywistością, a nie chaosem przypadkowych, nienazwanych relacji.
Dlatego Oni boją się podziałów.
Boją – szczególnie, gdy prowadzą do budowania narodu, gdy identyfikują nas wokół wartości godnych miana Polaka.
Dlatego nie pozwolili nam dobić komuny, czyniąc z tego zaniechania największą winę mojego pokolenia. Choć od dwóch dziesięcioleci dzielą nas sami, według mętnych kryteriów własnego interesu, boją się, gdy my dokonujemy wyboru i wprowadzamy kategorię niedostępną dla ich mentalności.
Dziś doprowadzili nas do muru, poza którym nie ma drogi. Dzieląc nas nienawiścią do człowieka prawego, drwiąc z naszych wartości i marzeń.
Postawili nas pod murem obojętności na zło, przyzwolenia na rządy miernot i kanalii, wymagając zgody dla rzeczy niegodnych i fałszywych.
Ale i tego było im mało. Gdy pod ciężarem ich nienawiści zginął mój Prezydent, zażądali od nas milczenia, wezwali do „pojednania” i narodowej amnezji. W imię lęku przed katem. Zniewolenie każąc nazywać „pragmatyzmem”, kłamstwo - „polityką pojednania”, a zdradę – „racją stanu”.
W obronie zafajdanych życiorysów i marnych interesów, narzucają nam semantyczne oszustwo i żądają odstąpienia od nazywania rzeczy po imieniu. Chcą dialektyki, w której prawa oprawcy mierzy się zdolnością do deptania grobów ofiar.
Historia nie znosi idiotów i błędów popełnianych ponownie. Doświadcza, lecz uczy.
Dla tych, którzy ją ignorują – bywa bezlitosna i spycha ich w otchłań zapomnienia.
Dlatego podział na My i Oni jest dziś konieczny. Nasz gniew jest konieczny. I nasz sprzeciw. Nie okazaliśmy go, gdy był na to czas. Gdy żył nasz Prezydent i mieliśmy wokół ludzi na miarę wolnej Polski.
Nie okazaliśmy go wcześniej, gdy Książę Poetów wykrzyczał nam, że „naród dostał w pysk, napluto na niego, na wszystkie jego marzenia.”
Milczeliśmy tak długo, aż wina za smoleńską tragedię naznaczyła wszystkich i zatarła granice dobra i zła.
„Dusza polska jest chora, to prawda. [...] Głównym symptomem tej choroby jest wszak przekonanie, że nic od nas nie zależy, bo wszystkie ważniejsze role rozdano. To jest mentalność człowieka zniewolonego. [...] Najważniejsze, żeby zobaczyć tę polską niemoc i się wkurzyć. Im więcej ludzi to zobaczy i się wkurzy, tym większa szansa, że coś się zmieni. Kiedyś widziałem w filmie taką scenę: mężczyzna otwiera okno w środku nocy i krzyczy, że ma już dość i tak dalej być nie może. Po jakimś czasie zaczynają tak się zachowywać inni i powstaje reakcja zbiorowa. Może to jest jakiś pomysł?” – pytał przed laty prof. Ryszard Legutko.
Trzeba się wreszcie wkurzyć i nie powtarzać bredni o naszej jedności. Trzeba się wkurzyć, by nie usypiać Polaków opowieściami, jak wspaniałym są społeczeństwem i jak zjednoczyli się w obliczu tragedii.
Trzeba się wkurzyć, by zamknąć drogę do kolejnej kampanii nienawiści. To, co chcą z nami zrobić Oni, wymaga otwarcia okien i krzyku w środku nocy.
Wymaga wyznaczenia jawnej, nieprzekraczalnej granicy - wobec retoryki rozmywania odpowiedzialności, wobec pokusy relatywizowania postaw.
Wymaga wreszcie, by słowa i wybory były wyrażane według jasnych kryteriów dobra i zła, bez światłocienia, który jest mową oszustów.
Jeśli ten podział nie nastąpi, będziemy skazani na „Polskę Ketmanów”, którzy usprawiedliwią każde łajdactwo i z zaprzeczenia rzeczom niezaprzeczalnym uczynią wspólną normę.
To Oni - „światli naprawiacze świata”, tchórzliwi konformiści, bufoni, karierowicze i pospolite kanalie, stworzyli przestrzeń własnej miernoty, nieistniejące „państwo Ketmana”, w którym próbują dyktować fałszywą wersję zdarzeń, pisaną językiem łgarzy.
W świecie, który wznoszą – ich zaprzaństwo ma znieść wszelkie granice, zatrzeć hierarchie i zniszczyć normy.
Ma przeczyć istnieniu naturalnego porządku, w którym wybór (choćby i polityczny) dokonuje się zawsze w kategoriach dobra i zła.
Nie wolno do tego dopuścić, ponieważ „państwo Ketmanów” zabija nadzieję i niszczy prawdę o rzeczywistości, drwiąc z ludzi zdolnych udźwignąć jej ciężar.
Nie wolno, bo takie państwo jest śmiertelnym wrogiem człowieka, wszystkiego, co w nas słabe i potężne, co czyni nas wolnymi i pozwala się zmierzyć z wyzwaniem. Nawet wówczas, gdy przygniata nas ciężar tragedii.
My i Oni - to podział dziś konieczny.
Kto boi się takiej dychotomii, niech zostanie w „Polsce Ketmanów”.
Ten podział jest konieczny, by stworzyć nową Polskę.

Maj- 2010




Ten tekst powstał przed ośmioma laty, gdy zamach smoleński obnażył przepaść dychotomii My-Oni i ukazał podziały, o których milczą „elity” tego państwa i nie chcą wiedzieć nasi rodacy.
Tych podziałów nie tworzyły „kwestie polityczne”, nie wyznaczył ich „światopogląd” ani różnice w ocenie spraw polskich. Są konsekwencją półwiecza okupacji sowieckiej i trzech dekad sukcesji komunistycznej, pod nazwą III RP. Są efektem zainfekowania polskości obcym tworem komunizmu i narzucenia nam fałszywej wspólnoty z Obcymi.
Wynikają ze „skazy pierworodnej” okresu instalowania okupacji sowieckiej, gdy zgraję degeneratów i zdrajców przywiezionych tu na ruskich czołgach, kazano uznawać za przedstawicieli państwa polskiego i obdarzono nienależnym mianem Polaków. Odtąd przyjęcie fałszywej normy – jakoby Polakiem był ten, kto urodził się na terytorium naszego kraju i posiada tzw. obywatelstwo, determinuje oceny dotyczące polskości.
Jeśli po zamachu smoleńskim, nie udało się obalić „państwa ketmanów” , ogromne zasługi w tym procederze mają ludzie mieniący się dziś „prawicą” i „narodową reprezentacją”.
Ci ludzie – wzorem szalbierzy z lat PRL-u, nawołują nas do zabójczej „zgody narodowej”, każą „zapominać i wybaczać”, a wzywając do respektowania „praw opozycji” i budowania wspólnoty z apatrydami, niszczą tożsamość narodową i skazują nas na zatracenie.
Fałszywa retoryka „jednania ponad podziałami” i poszukiwania „kompromisów” z Obcymi, zniszczyła w nas dumę z polskości i sprawiła, że ograniczamy się do małych, żałosnych aspiracji – w rodzaju „bycia w UE”, praktykowania „przyjacielskich relacji” lub wiary w partyjne „mechanizmy demokracji”.
Jeśli są dziś tacy, którzy nadal nie potrafią zrozumieć haniebnych zachowań tzw.”opozycji”, jeśli nadal epatuje się nas antypolską retoryką tych środowisk, szokuje ich zaprzaństwem i dowodami obcości –to tylko dlatego, że obecne państwo, z jego partiami, mediami i instytucjami historycznymi, odrzuca elementarną dychotomię My i Oni i fałszuje obraz sukcesji komunistycznej.
Dekady „oswajania” z komunizmem, a dziś – budowania „wspólnoty” z jego bękartami, zatarły zdolność takiego postrzegania rzeczy i to, co było naturalne dla naszych przodków i decydowało o zachowaniu tożsamości narodowej, stało się dziedzictwem dawno utraconym.
Świadomość, że czyny popełnione przez sukcesorów komuny wykluczają z polskiej wspólnoty i są wymierzone w naszą tradycję i interes narodowy – jest obca większości Polaków.
Obca dlatego, że ci, od których winniśmy wymagać prawdy o realiach III RP i spełnienia obowiązku ukarania zdrajców, okłamują nas parcianą retoryką i wiodą do kolejnego etapu „zgody narodowej”.
Uznawanie ludzi poprzedniego reżimu za jakąś „opozycję”, nadawanie im praw honorowych, celebrowanie ich słów i traktowanie z polityczną atencją – jest więcej niż głupotą i więcej niż aberracją.
Jest zbrodnią fałszu, dokonywaną na otumanionych i niezdolnych do obrony Polakach. Jest draństwem wobec tych, którzy pamiętają jeszcze dzień 10 kwietnia 2010 roku.
Uczestniczące w tym procederze rządowe „wolne media”, w których każde plugastwo owej „opozycji”, może liczyć na uwagę i poczesne miejsce, działają na szkodę spraw polskich i stanowią jedno z największych zagrożeń dla naszej wolności.
Ci ludzie, nie tylko uciekają przed definicją państwa-sukcesji PRL, ale wbrew narodowym powinnościom odrzucają podział na My-Oni i za szczyt patriotyzmu przyjmują dezyderat „zgody budującej”. Tej „zgody”, w której zło miesza się z dobrem, postępuje amnezja historyczna i wzrasta komuna z Obcymi.
Ordynarne kłamstwo o „podziałach między Polakami” – szerzone dziś przez ludzi partii rządzącej, fałszuje genezę historycznego konfliktu i obarcza nas niepopełnioną winą.
Od polityków PiS nie usłyszymy, że nie Polacy są podzieleni i nie poglądy polityczne nas różnią.
Nie dowiemy się od nich, że nie naszą winą jest stan jakiejś „wojny”, bo jedynymi wrogami są tutejsi Obcy, którzy z polskością nie chcą mieć nic wspólnego.
Nikt też nie przyzna, że właściwym „dialogiem” z antypolską zbieraniną, winna być infamia, banicja i długoletnie więzienia.
Takimi apelami, jaki padł wczoraj ze strony B. Szydło, na tzw. konwencji wyborczej PiS w Zakopanem - „Mamy jeden dom i jedną ojczyznę. Szkoda czasu na to, byśmy się spierali, kłócili. Bądźmy razem i na pewno wtedy przyszłość naszej ojczyzny będzie miała dobre szanse”, ludzie owej „reprezentacji narodowej” wpisują się w retorykę B. Komorowskiego, który tuż po zamachu smoleńskim, załganym frazesem - „bądźmy wszyscy razem" próbował zacierać nieprzekraczalne granice.
Odpowiedź udzieloną wówczas Komorowskiemu - „Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę” - powtórzę dziś luminarzom „dobrej zmiany”.
Powtórzę tym mocniej, im dalej będą uciekali od prawdy o dychotomii My-Oni i stawali po stronie magdalenkowych szalbierzy.
Tym chętniej, im gorliwiej będą gardzili opinią „oszołomów” i stronili od twardych pytań.
Tacy, jak Szydło, Duda czy Kaczyński, mogą się „jednać” - z kim tylko zechcą. Mogą pochylać nad bełkotem „opozycji” i spełniać żądania antypolskiej hałastry. Mogą „apelować” do stada Obcych i traktować z atencją pospolitych chamów. Wolno im dążyć do „porozumienia i dialogu”, a nawet „wybaczać” - we własnym imieniu.
Wolno, bo perspektywa owych działaczy partyjnych, podobnych im redaktorów, publicystów i „patriotycznych elit” , jest dalece inna niż ta, którą znają wyborcy.
W tej perspektywie – kreślonej przez partyjne geszefty, profity władzy, dochody ze spółek, honoraria i apanaże, nie może być miejsca dla ludzi, którzy na własnej skórze doświadczyli dychotomii My-Oni i przez wiele lat muszą znosić butę Obcych.
Dla tych - bez koneksji i środowiskowych układów, zmęczonych codziennymi problemami, porażonych ogromem kłamstwa, zalewem podłości i nienawiści.
Dla tych, którzy utracili pracę -często z powodu obrony własnego zdania, których prześladowano za krytykę władzy, obronę rodziny i polskich wartości, których pozbawiano wolności i poczucia bezpieczeństwa.
Dla tych, którzy płakali po zamachu smoleńskim, byli bici na Krakowskim Przedmieściu, nazywani „bydłem” przez reżimowych sługusów i „marginesem” przez hierarchów Kościoła.
Dla tych, którzy zatracili nadzieję i radość życia, bali się mówić i krzyczeć. Ludzi oszukanych i poniżonych, spragnionych prawdy i sprawiedliwości, doświadczanych realiami życia w komunistycznej hybrydzie.
Skrzywdzonych cicho i w ukryciu, lub jawnie - „w majestacie prawa” stanowionego przez łotrów.
O takich ludziach, politycy PiS zapomnieli równie łatwo, jak łatwo przyszło im wykorzystać ich gniew, nadzieje i oczekiwania.
Jeśli nawet przypomną sobie, gdy kolejna mistyfikacja „święta demokracji” zmusi małych demiurgów do demagogii i taniego populizmu – nie ma to znaczenia.
Perspektywa, w jakiej ludzie obecnej władzy oceniają sprawy polskie – nic mnie nie obchodzi. Ich podległość wobec dyktatu Obcych, ich troska o „demokrację”, fałsz języka i pojęć, zbyt są odrażające, by warte uwagi.
Oczekiwać od nich nazywania rzeczy po imieniu lub wytyczenia granic dobra i zła – byłoby absurdem.

Takie oczekiwanie, trzeba natomiast kierować do ludzi wolnych i rozumnych. Do tych, którzy w podkreślaniu dychotomii My-Oni nie widzą okazji do wyrażenia własnych frustracji lub szerzenia nienawiści, lecz dostrzegają w tym narodowy obowiązek.
Wynika on z prostej zasady – nie można zbudować Niepodległej na „kompromisie” Obcych z Polakami.
Nie da się stworzyć wspólnoty narodowej na ukrywaniu prawdy, że moc „obywateli III RP” należy do grona Obcych-apatrydów i nie ma żadnych związków z polskością.
Oni muszą być nazwani i wykluczeni z narodowej gromady.
Nie z pragnienia naszej „zemsty” i nie z „nienawiści”, ale dlatego, że każdym czynem, słowem i działaniem sami potwierdzili znamiona obcości i dokonali ostatecznego wyboru.
Nie ma powodu, by takim, którym polskość jawi się jako „nienormalność”, odbierać prawo odrzucenia tego ciężaru.
Nie ma też powodu, by tym, którzy w euro-unijnej magmie chcieliby "zakopywać Polskę aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską” - zabraniać „integracji” tak doskonałej, że prowadzącej do ich zatracenia i anihilacji.
Obowiązkiem ludzi wolnych i rozumnych jest troska o to, by nie dokonało się „wielkie zamazanie” i nie pogrzebało żywych razem z upiorami. To obowiązek wytyczenia granicy, która położy kres rozmywaniu odpowiedzialności i relatywizowaniu postaw. Granicy, na której dychotomia My-Oni stanie się ozdrowieńczym darem, a nie zdradliwym przekleństwem.
Gdy w przyszłym miesiącu będziemy wspominali setną rocznicę odzyskania Niepodległej, niewiele będzie powodów do radości.
Państwo zbudowane podczas magdalenkowych libacji i utrzymywane mocą setek mitologii, tylko szalbierstwem rzymskiej liczby imituje pokrewieństwo z II Rzeczpospolitą. W tym państwie – wzorem PRL-u, Polacy i Obcy mają tworzyć fałszywą wspólnotę, a zapominając – czym jest komunizm i kim są jego sukcesorzy - odrzucić dumę z polskości.
Tym większy obowiązek spoczywa na ludziach wolnych i rozumnych. Czas refleksji nad dziełem naszych przodków, którzy odrzucili kompromis ze złem i uwolnili nas od jarzma władzy Obcych, jest dobrą okazją, by z dychotomii My-Oni uczynić kolejny krok na drodze długiego marszu.

Koncert słowno-muzyczny w parafii św. Mikołaja dla żołnierzy Armii Krajowej i Powstańców Warszawaskich


Na zaproszenie księdza Infułata Mieczysława Józefczyka – żołnierza Armii Krajowej, uczestnika Powstania Warszawskiego w Sali Kolumnowej  Domu Parafialnego odbył się koncert poświęcony Żołnierzom Armii Krajowej, Wyklętym,  Bohaterskim Powstańcom Warszawskim.







Gdy gwiazdy rozbłysną,
Moc światła ukażą –
Nie będę potrafił
wybaczyć zbrodniarzom.

Czy to będzie grzech mój?
Czy Boga obrażę?
Nie siądę do stołu
ze zdrajcą-zbrodniarzem.
Nie podam opłatka,
Nie złożę życzenia,
Nie potrafię , o Jezu mój,
znaleźć przebaczenia.











Koncert zrealizował i wykonał Klub Gazety Polskiej Elbląg II im Lecha Kaczyńskiego
Pieśni i poezja nie znana słuchaczom, ale były też pieśni odnoszące się do samego Powstania, ot chociażby pieśń  „ Orzeł Biały „ o 11- letnim Wojtusiu Zalewskim zwanym Orłem Białym
Łzy wzruszenia u żołnierzy AK i radość z naszej strony, że koncertem tym mogliśmy dać trochę radości i nadziei że

Jeszcze Polska nie zginęła kiedy My żyjemy

Kawą i herbatą zakończyliśmy to cudowne spotkanie 


środa, 3 października 2018

Pogrzeb na ziemi ukochanej Admirała Józefa Unruga i jego żony Zofii








Admirał
Józef Unrug

Admirał Józef Unrug, zmarł w 1973 roku we Francji i został pochowany na cmentarzu w Montresor, gdzie - siedem lat później, spoczęła też jego żona Zofia. Przed dwoma laty Biuro Bezpieczeństwa Narodowego podjęło starania o sprowadzenie do Polski prochów małżonków. W ostatnim czasie szczątki zostały ekshumowane i przewiezione do francuskiego portu wojennego w Breście, skąd - na pokładzie fregaty ORP Kościuszko, przetransportowano je do kraju. W ostatnich dniach, decyzją prezydenta Andrzeja Dudy, na wniosek szefa MON Mariusza Błaszczaka, wiceadmirał Józef Unrug został mianowany na stopień admirała floty.
Józef Unrug urodził się w 1884 r. w Brandenburgu niedaleko Berlina jako Joseph Michael Hubert von Unruh, syn pruskiego oficera. W I wojnie światowej służył w cesarskiej marynarce wojennej. W 1919 r. wstąpił do Wojska Polskiego w stopniu kapitana marynarki, admiralski awans otrzymał w 1932 r. W 1939 r. dowodził obroną wybrzeża, które poddało się jako jedno z ostatnich miejsc.
Był jeńcem kilku oflagów. Po uwolnieniu w 1945 r. uczestniczył w likwidacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, żył na emigracji w Wielkiej Brytanii i Francji.


Udział klubowiczów Klubu Gazety Polskiej Elbląg II im. Lecha Kaczyńskiego na uroczystym pochówku św.p. Admirała JÓZEFA UNRUGA

Gdynia 1/2 10 2018







Wcześniej na gdyńskim Oksywiu odbył się państwowy pogrzeb bohaterów Marynarki Wojennej, ofiar zbrodni komunistycznej. W ten sposób uczczono pamięć niewinnie straconych lub uwięzionych marynarzy.
W Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej spoczęły prochy śp. oficerów, podoficerów i marynarzy: kontradm. Adama Mohuczego, kmdr. pil. Kazimierza Kraszewskiego, kmdr. Wacława Krzywca, kmdr. Mariana Wojcieszka, kmdr. porucznika Roberta Kasperskiego, kpt. mar. Adama Dedio, kpt. mar. Zdzisława Ficka, bosm. Edmunda Sterny, st. mar. Jerzego Sulatyckiego. Wcześniej na pokładzie Okrętu-Mmuzeum ORP „Błyskawica" odprawiono mszę świętą w ich intencji.
Oddano hołd marynarzom
W ten sposób oddano hołd marynarzom i uczczono ich pamięć oraz wypełniono wolę wiceadmirała Józefa Unruga, dowódcy Marynarki Wojennej, w trakcie kampanii wrześniowej dowódcy obrony Wybrzeża. On sam spocznie w Kwaterze Pamięci jesienią tego roku. Jego życzeniem było uhonorowanie marynarzy walczących w obronie polskiego Wybrzeża, po wojnie oskarżonych o zbrodnie, niewinnie straconych lub uwięzionych.
Dzień wcześniej odbyły się uroczystości pogrzebowe małżonek oficerów Marynarki Wojennej śp. Michaliny Ficek, Janiny Kraszewskiej oraz Ireny Wojcieszek.

wtorek, 2 października 2018

63 dni heroizmu i bohaterstwa- 63 dni walki o Polskę


63 dni Powstania Warszawskiego, ale czy to prawda
To był jedynie sygnał piękna karta odwagi i heroizmu Warszawiaków i nie tylko przed tym co miało nastąpić później a zawartym w tym pięknym poniżej publikowanym wierszu Józefa Szczepańskiego


Czerwona zaraza



Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.

Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli 
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i scierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.

Miesiąc już mija od Powstania chwili,
łudzisz nas dział swoich łomotem,
wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.

Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych - mamy ich tysiące,
i dzieci są tu i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy.

Czekamy ciebie - ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

Nic nam nie robisz - masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić...
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.

Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.








  



Powstanie Warszawskie było największym wydarzeniem w historii Polaków. W całej naszej historii nie było i pewnie nigdy już nie będzie większego wydarzenia. Z tego największego wydarzenia w naszej historii wynikają też różne wielkie nauki - potrzeba będzie jeszcze wielu dziesięcioleci, wielu stuleci, żeby się z nimi zapoznać, żeby je przemyśleć i dobrze zrozumieć.
          Po 63 dniach walk powstanie warszawskie zostało krwawo stłumione. Zarówno strona niemiecka jak i polska poniosły ogromne straty. Poległo i zostało rannych wiele tysięcy Polaków. Zniszczona została znaczna część miasta w tym bezcenne zabytki kultury. W październiku 1944 roku tuż po kapitulacji powstańczej Warszawy - Hitler wydał rozkaz - po całkowitej ewakuacji ludności totalne zburzenie stolicy. Podpalano i systematycznie burzono reprezentacyjne budynki muzea, archiwa, co doprowadziło z końcem 1944 roku do przekształcenia stolicy w prawdziwą pustynię. Prasa hitlerowska głosiła, że odtąd Warszawa stanowić będzie na zawsze jedynie punkt geograficzny na mapach Europy i świata.

          Fakty historyczne mówią same za siebie. Tysiące zabitych, rannych, setki tysięcy wywiezionych do obozów pracy, osadzonych w więzieniach, skazanych podczas fałszywych wyroków, obrócone w ruinę miasto. Czy było warto? Uważam, że większość, jak nie wszyscy ci, którzy stanęli do walki z Niemcami powiedzą, że tak! Gdyby nie powstanie zarówno okupant niemiecki jak i sowiecki uważałby, że Polacy to naród bez godności i honoru, naród, który w milczeniu godzi się na wszystko. Owszem, musiał zgodzić się na wiele, ale oto 1 sierpnia 1944 roku czara goryczy się przelała, i ów nieujarzmiony naród stanął do nierównej walki z wrogiem.
          Młodzi ludzie chwycili za broń, nie bacząc na niebezpieczeństwo. Nie myśleli o śmierci, wręcz przeciwnie chcieli żyć, pełnią życia, czerpiąc z niego jak najwięcej. Niestety dwa miesiące krwawych walk nie przyniosły upragnionej wolności.

          Jestem pełny podziwu dla żołnierzy powstania. Dla sześćdziesięciu trzech dni walki powstańców, dla bohaterskiej postawy ludności cywilnej. Jednakże nawet wśród samych powstańców przeważają dwie opinię. Jedna mówi o wielkiej klęsce militarnej, o ofiarach i zniszczeniach. Drugą o zwycięstwie moralnym i o heroizmie.
          Trudno młodemu człowiekowi ustosunkować się do tych wydarzeń. Ale osobiście twierdzę, że gdyby nie takie zrywy Polaków to czy doczekalibyśmy się niepodległości?
          Powstanie upadło. Wraz z nim upadła wizja wolnej Polski. Wkrótce potem ruszyła ofensywa radziecka. Niemcy skapitulowali. Komuniści objęli rządy w Polsce. Duża część żołnierzy AK trafiła do więzień. Wielu z nich musiało uciekać z kraju. Jakże przykre jest, że ludzie, którzy walczyli o wolny kraj byli później represjonowani. W cichych procesach skazywano ich na śmierć lub długotrwałe więzienia. Nie udało się im osiągnąć takiej niepodległości, jakiej oczekiwali.

          Dzisiaj bez przeszkód możemy mówić o powstaniu, o jego skutkach przyczynach i czy rzeczywiście było ono potrzebne. Po raz kolejny w naszej historii daliśmy się wykorzystać dotychczasowym sojusznikom, którzy nie chcieli umierać za przysłowiowy Gdańsk. Historia pokazała narodowi polskiemu, jak potrafi być przewrotna i nieprzewidywalna, z czego jako spadkobiercy powstańców powinniśmy wyciągać wnioski.
          Klęski powstania nie powinniśmy się wstydzić. Powstanie winno być dla nas wzorem męstwa, bezinteresowności, umiłowania wolności oraz ojczyzny.

          Powstanie warszawskie, mimo wszelkich kontrowersji z nim związanych, stanowi ważną kartę historii narodu polskiego. Dla wielu Polaków powstanie jest owiane legendą, a czyny i męstwo powstańców oraz ludności cywilnej stanowią przykład do naśladowania. Przez lata również nietaktem było mówienie o błędach taktycznych dowódców powstania. Powstanie jest dzisiaj wydarzeniem, na temat którego powstaje szereg prac, rozpraw naukowych, książek, artykułów prasowych. Dobrze, że doczekaliśmy się Muzeum Powstania Warszawskiego, które stanowi pomnik tych wszystkich, których prochy spoczywają w warszawskiej ziemi.

poniedziałek, 1 października 2018


27 września 1939 powstała Służba Zwycięstwu Polski (zaczątek Polskiego Państwa Podziemnego)




Przemówienie ks. Infułata Mieczysława Józefczyka
/ żołnierza Armii Krajowej Okręgu Warszawa/
na okoliczność 79 rocznicy powstania tajnej organizacji

Służba Zwycięstwu Polski . 








" Jakże przedziwne są losy naszej Ojczyzny. Za półtora miesiąca będziemy obchodzili święto jej zmartwychwstania, a tymczasem dzisiaj zebraliśmy się aby obchodzić prawie już 80 rocznicę jej ponownego upadku ,do którego doszło w wyniku zmowy pogrążonych w niemieckim nazizmie i sowieckim komunizmie naszych sąsiadów.
Dwadzieścia lat niepodległości nie wystarczyłoby by przygotować Polskę do obrony jej granic, ale przede wszystkim by ją ocalić a mieszkańców zintegrować. A jednak Polska nie zginęła bowiem ci Polacy, którzy nie polegli, nie zostali zamordowani, postanowili ratować swoją Ojczyznę. Byli ludźmi najróżniejszych przekonań politycznych, społecznych i religijnych, a jednak potrafili zjednoczyć się w dążeniu do sprawy najważniejszej, do obrony Ojczyzny.
Chwała im za to.
Przyszliśmy tu w pierwszym rzędzie, aby im podziękować. Czyniąc to nie możemy jednakże zapomnieć o naszych czasach, naszych trudnościach i problemach. Różni nas wiele spraw i problemów, jednakże jedno powinno nas łączyć – umiłowanie Ojczyzny i praca dla jej dobra. "

Elbląg 27 września 2018r.
  
To krótkie, ale jakże prawdziwe w swej treści przesłanie dla przyszłych pokoleń, by wartości Bóg – Honor – Ojczyzna były wartościami obok Rodziny najważniejszymi, że tylko praca na rzecz Ojczyzny  jest kluczem do budowy jej potęgi, potęgi

NAJJAŚNIEJSZEJ RZECZYPOSPOLITEJ

JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA KIEDY MY ŻYJEMY


Geneza powstania
Służba Zwycięstwu Polski

W końcu września 1939 r. w oblężonej Warszawie przystąpiono do tworzenia konspiracyjnej organizacji wojskowo-cywilnej pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski. Za datę jej powstania przyjmujemy 27 września – stąd też tego dnia obchodzimy Dzień Polskiego Państwa Podziemnego. Dodajmy też, że inicjatywa kierownictwa obrony Warszawy zbiegła się z otrzymaniem mandatu Naczelnego Wodza do tworzenia tajnej organizacji, który przywiózł do Warszawy mjr Edmund Galinat.

W skład SZP weszły struktury istniejące już w czasie obrony Warszawy. Dowódca Obrony Warszawy – to Dowódca Główny SZP (gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz); Komisarz Cywilny Obrony Warszawy (Stefan Starzyński) – to Komisarz Cywilny i II zastępca Dowódcy SZP. Natomiast powołany po 17 września Komitet Obywatelski – to (po ograniczeniu do reprezentantów najważniejszych partii politycznych) Główna Rada Polityczna SZP.

Celem SZP, jak pisano w konspiracyjnych dokumentach, było skupienie w jednej organizacji całego wysiłku społeczeństwa polskiego w walce o odzyskanie niepodległości.
W wyniku decyzji rządu RP gen. Władysława Sikorskiego konspiracja w okupowanym Kraju została rozdzielona na dwa piony: wojskowy i cywilny. W listopadzie 1939 r. premier i Naczelny Wódz powołał organizację wojskową – Związek Walki Zbrojnej. Komenda Główna ZWZ znajdowała się do końca czerwca 1940 r. we Francji, a następnie Komendantem Głównym ZWZ został mianowany gen. Stefan Rowecki i dotychczasowa Komenda Okupacji Niemieckiej ZWZ mieszcząca się w Warszawie została przeorganizowana w KG ZWZ (od lutego 1942 r. KG Armii Krajowej). Natomiast proces tworzenia pionu cywilnego Polskiego Państwa Podziemnego trwał znacznie dłużej. Dopiero 3 grudnia 1940 r. zostali mianowani dwaj Główni Delegaci Rządu: Adolf Bniński – na ziemie inkorporowane do III Rzeszy, oraz Cyryl Ratajski – na teren utworzonego przez Niemców Generalnego Gubernatorstwa. Do mianowania trzeciego Głównego Delegata Rządu na ziemie wschodnie nie doszło, choć działający we Lwowie Władysław Zych de facto sprawował taką funkcję do lata 1941 r. Obok Delegatury Rządu do pionu cywilnego PPP zaliczamy również Polityczny Komitet Porozumiewawczy (od stycznia 1944 r. Rada Jedności Narodowej).

Struktura terenowa PPP odpowiadała strukturze władz centralnych w Warszawie. Na szczeblu województw funkcjonowały komendy okręgów ZWZ-AK (na niektórych terenach Polski wprowadzono szczebel pośredni dowodzenia w postacie komend obszarów, które kierowały pracą konspiracyjną w kilku okręgach-województwach), okręgowe delegatury rządu, oraz lokalne porozumienia partyjne (PKP, PSP).

Na szczeblu powiatów istniały komendy obwodów ZWZ-AK, powiatowe delegatury rządu. Organizacja terenowa PPP schodziła do poziomu gmin, gdzie funkcjonowały placówki ZWZ-AK oraz konspiracyjni wójtowie, burmistrze, czy sołtysi.
Zaplecze polityczne PPP tworzyły najważniejsze partie polityczne skupione w Politycznym Komitecie Porozumiewawczym (PKP-RJN): Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Narodowe, Stronnictwo Pracy oraz Polska Partia Socjalistyczna (WRN). Późną wiosną 1944 r. skład RJN został uzupełniony o przedstawicieli mniejszych organizacji politycznych: Stronnictwo Demokratyczne, „Ojczyznę” oraz „Racławice”. Natomiast już wcześniej naczelne władze PPP współpracowały z utworzoną w 1942 r. „Społeczną Organizacją Samoobrony”, grupującą kilkanaście mniejszych organizacji konspiracyjnych.

Polityczny Komitet Porozumiewawczy miał olbrzymie znaczenie dla funkcjonowania PPP, to na jego posiedzeniach uzgadniano główne kierunki działań tajnej administracji, ustalano wytyczne dla społeczeństwa, omawiano również akty prawne jakich wydanie było konieczne dla regulowania najważniejszych spraw w okresie okupacji i na pierwszy okres powojenny. Wymiana korespondencji pomiędzy politykami krajowymi a rządem RP we Francji, a następnie w Londynie odbywała się za pośrednictwem sieci łączności będących w dyspozycji Delegata Rządu.



Naczelnym zadaniem Polskiego Państwa Podziemnego było przygotowanie i przeprowadzenie zwycięskiego powstania powszechnego. Stąd też ogromną rolę przywiązywano do szkolenia wojskowego, ale także – do przygotowania całego zaplecza logistycznego. Kiedy dziś mówimy o PPP skupiamy się głównie na przeprowadzonych akcjach bojowych. Praktycznie „ucieka nam” olbrzymi wysiłek zarówno wojskowych, jak też cywili w przygotowaniu do powstania powszechnego. Praktycznie od 1940 r. w każdym obwodzie ZWZ-AK (powiecie) opracowywano i uaktualniano „plan opanowania terenu”. Do tych planów była dostosowywana organizacja struktur bojowych i ich zaplecza.

Jednocześnie trwała walka bieżąca PPP z okupantami, prowadzono szeroko rozbudowany wywiad, zwalczano okupacyjny aparat terroru, prowadzono niezwykle intensywną działalność informacyjną i propagandową. Praktycznie przez cały okres okupacji trwały walki zbrojne, prowadzone najpierw przez niezbyt liczne oddziały Wojska Polskiego, jakie nie przerwały walki jesienią 1939 r. Następnie walki te były kontynuowane przez oddziały partyzanckie Armii Krajowej.

Do najgłośniejszych akcji bojowych Armii Krajowej zaliczamy akcje likwidacyjne wysokich oficerów niemieckich służb bezpieczeństwa, odpowiedzialnych za terror panujący na ziemiach polskich.

Polska konspiracja musiała się również zmagać z przejawami kolaboracji, podobnie jak działo się to w innych krajach okupowanej Europy. W celu osądzenia przypadków kolaboracji powołano najpierw Sądy Kapturowe ZWZ, a następnie od 1942 r. Wojskowe i Cywilne Sądy Specjalne. Mniej groźne przestępstwa podlegały jurysdykcji Komisji Sądzących Kierownictwa Walki Cywilnej, a od połowy 1943 r. – Komisji Sądzących Kierownictwa Walki Podziemnej.
Wobec zdekompletowania dokumentacji niemieckich sił bezpieczeństwa nie możemy obecnie z całą odpowiedzialnością stwierdzić „co Niemcy wiedzieli o polskim podziemiu”. Niemniej jednak ich wiedza na temat PPP wraz z kolejnymi latami okupacji była coraz większa. Świadczą o tym dość liczne aresztowania zarówno żołnierzy jak i pracowników PPP. Do najgłośniejszych należą aresztowania w 1943 r. – Delegata Rządu na Kraj prof. Jana Piekałkiewicza oraz Dowódcy Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego.

W celu rozbicia PPP Niemcy stosowali całą gamę działań, od wymuszania torturami zeznań od aresztowanych żołnierzy konspiracji do tworzenia fikcyjnych struktur konspiracyjnych. Dodajmy, że takie same metody stosowała komunistyczna bezpieka wobec Żołnierzy Niezłomnych.



Związek Walki Zbrojnej, a od 1942 r. Armia Krajowa prowadził rozmowy z licznymi organizacjami konspiracyjnymi na temat ich scalenia. Było to zgodne z założeniami i wytycznymi rządu RP. Przypomnijmy, że już w listopadzie 1939 r. tworząc ZWZ rząd RP powołał Związek jako „jedyną organizację konspiracyjną wojskową” i to jako część składową Polskich Sił Zbrojnych. W związku z tym utrzymywanie przez niektóre organizacje polityczne swoich „wojskówek” było de facto występowaniem przeciwko rozporządzeniom rządu RP.

Stąd też zdecydowanie negatywny stosunek Dowódcy AK do części NSZ, która odmówiła scalenia. Nie była to reakcja tylko KG AK. Na posiedzenie Komisji Głównej RJN tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego domagano się postawienia przed sądem dowództwa NSZ.

Zdecydowanie negatywnie odnosiły się władze naczelne PPP do działalności komunistów przysłanych ze Związku Sowieckiego. Ta niechęć wzrosła zdecydowanie po odmowie uznania przez PPR rządu RP w Londynie oraz wydania oświadczenia, że nie realizują celów innych ośrodków kierowniczych poza polskim rządem. Mimo tego np. w okresie Powstania Warszawskiego władze PPP zapraszały przedstawicieli komunistów do wzięcia udziału w pracach Rady Miasta – to zaproszenie zostało odrzucone.



Władze Polskie Państwa Podziemnego przede wszystkim informowały o barbarzyńskich akcjach władz okupacyjnych wymierzonych przeciwko ludności żydowskiej polskie władze państwowe w Londynie. Przeprowadzenie skutecznej akcji pomocy Żydom przekraczało możliwości polskiej konspiracji. Oczekiwano skutecznej reakcji wolnego świata.

W swoim zakresie prowadzono w miarę możliwości akcję ratowania Żydów. W tym celu powstały odpowiednie struktury w Armii Krajowej oraz Rada Pomocy Żydom („Żegota”) funkcjonująca przy Delegacie Rządu na Kraj. Obok organizowania schronienia dla ukrywających się Żydów, to za pośrednictwem Delegatury Rządu były przekazywane fundusze dla organizacji żydowskich („Bund”, Żydowski Komitet Narodowy). Jak podają znawcy problematyki, dla skutecznego ukrycia jednego Żyda przez cały okres okupacji było potrzebne zaangażowanie kilkunastu bądź też kilkudziesięciu osób.

Ważną rolę w informowaniu wolnego świata o sytuacji Żydów odegrał emisariusz Polski Podziemnej Jan Karski. W latach 1942-1943 przekazywał prawdziwy obraz zbrodni niemieckich wielu politykom zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Wiosną 1943 r. sytuacja międzynarodowa Polski uległa gwałtownemu pogorszeniu. Władze sowieckie zerwały stosunki dyplomatyczne z rządem RP w Londynie i przystąpiły już jawnie do organizowania „ośrodka przyszłej władzy w Polsce” oraz podporządkowanego sobie „polskiego wojska”. Na władze krajowe spadł obowiązek bronienia terytorium państwa i polskiego społeczeństwa. Plany powstania powszechnego zostały zastąpione najpierw planami „powstania strefowego”, a następnie – planem wzmożonej akcji sabotażowo-dywersyjnej, której nadano kryptonim „Burza”.

Akcja „Burza”, podobnie jak Powstanie Warszawskie, była walką o Polskę, Polskę niepodległą – to w ramach akcji „Burza” oddziały AK miały wyzwalać miasta i miasteczka, również we współdziałaniu z oddziałami Armii Czerwonej. Zaraz po walkach miała być uruchamiana polska administracja, która miała pomagać Armii Czerwonej w sprawach zakwaterowania, wyżywienia itd. Natomiast w sprawach politycznych chcieliśmy być wolni i samodzielni. Jak wiemy, te zamiary nie powiodły się z jednego zasadniczego powodu – władze Związku Sowieckiego nie były zainteresowane żadną współpracą z Armią Krajową i przedstawicielami legalnych władz polskich. Oni już mieli przygotowany „nowy rząd polski”, który chcieli jak najszybciej zainstalować w Polsce.

Ważnym aspektem akcji „Burza” była ochrona ludności cywilnej oraz majątku narodowego przed zniszczeniem lub wywiezieniem przez wycofujących się Niemców.


Polskie Państwo Podziemne było fenomenem w skali europejskiej, a nawet światowej, z uwagi na rozbudowane struktury, które objęły całe terytorium II Rzeczpospolitej (a nawet wychodziły poza ziemie przedwojennej Polski) oraz zakres prowadzonych w konspiracji prac. PPP nie ograniczało się bowiem do bieżącej walki z okupantami, ale prowadziło także w szerokim zakresie prace przygotowawcze na okres „przełomu” (powstania powszechnego) oraz na okres powojenny. Wystarczy odnotować tylko fakt przygotowania przez Departament Skarbu Delegatury Rządu na pierwszy rok po wojnie. Również inne komórki organizacyjne przygotowały plany odbudowy różnych dziedzin życia gospodarczego i społecznego na okres 10 lat po wojnie. Do tego dodajmy jeszcze prowadzoną szeroko w czasie okupacji akcję tajnego nauczania na wszystkich szczeblach od szkół powszechnych po uniwersytety, w którym brało udział wiele set tysięcy młodych ludzi (niektórzy twierdzą, że było to około miliona osób).